8/14/2017

Tematy, które warto omówić przed ślubem

Tematy, które warto omówić przed ślubem
Obrączki, pudełko na obrączki, martanaturalna, DIY


Narzeczeństwo to piękny okres w życiu pary. Towarzyszą nam endorfiny związane ze zbliżającym się ślubem. Ale narzeczeństwo to nie tylko czas przeznaczony na zorganizowanie i dopinanie szczegółów najprawdopodobniej największej imprezy w życiu. To również czas przygotowujący do małżeństwa, który powinniśmy poświęcić na pogłębienie relacji. Nie odkryję Ameryki mówiąc, że najprostszym sposobem na budowanie trwałej relacji jest rozmowa. Mentalnie można zacząć przygotowywać się do małżeństwa jeszcze na długo przed zaręczynami. Jeśli uświadomisz sobie, że właśnie z tą osobą pragniesz spędzić życie warto zacząć tworzyć waszą relację patrząc w przyszłość i wtedy właśnie zacząć rozmawiać o kolejnych wspólnych latach. Poniżej znajdziecie listę tematów, które, moim zdaniem, warto omówić przed ślubem.

Dlaczego bierzemy ślub?

Jak wyobrażam sobie swoje idealne życie za 10 lat? Co chcę osiągnąć, cele życiowe, jak będzie wyglądała moja rodzina, mój dom, moja praca? Czy narzeczony/narzeczona widzi je podobnie? Odpowiedź na te pytania pozwoli sprawdzić czy mamy spójną wizję przyszłości. Oczywiście jest to dopiero początek, bo można tę listę bardzo wydłużyć.

Role w małżeństwie i podział obowiązków. Nasze wyobrażenia i oczekiwania wobec żony/męża. Jaki model rodziny nam odpowiada (tradycyjny czy partnerski)? Jak będziemy dzielić obowiązki, czy będziemy się nimi wymieniać, a może współpracować?

Dzieci. Pierwsze i najważniejsze pytanie w tej kategorii: czy chcemy mieć dzieci? Ile i kiedy? Stosunek do antykoncepcji, in vitro, adopcji. Co w sytuacji kiedy nie będziemy mogli mieć dzieci? Co zrobilibyśmy jeśli nasze nienarodzone dziecko okaże się poważnie chore lub ciąża będzie zagrażać życiu matki? Wychowanie dzieci. Podział obowiązków w opiece nad dziećmi. Powrót mamy do pracy – kto będzie opiekował się dziećmi? Jaki światopogląd i stosunek do religii chcemy przekazać dzieciom? Jakie zasady wychowania i dyscypliny wprowadzimy w życie – każdy z nas wynosi z domu inne wzorce, trzeba dojść do porozumienia, które z nich przeniesiemy do naszego rodzicielskiego życia, a z których zrezygnujemy.

Seks. Jakie są nasze potrzeby i pragnienia, oczekiwania, temperamenty seksualne. Nasza potrzeba bliskości i intymności. Warto uświadomić sobie i nauczyć się rozmawiać o zmianach w życiu seksualnym w związku z fizycznymi i psychicznymi zmianami w życiu. 

Wierność i zazdrość. Czym jest dla nas zdrada? Jakich granic nie przekraczamy? Czy jesteśmy zazdrośni?

Praca i kariera. Jak ważna jest dla nas praca zawodowa. Czy czyjaś kariera jest ważniejsza? Co jeśli jedno z nas straci pracę? Co jeśli sytuacja zmusi nas do wyjazdu za pracą do innego miasta/kraju?

Religia i nasz stosunek do wiary.

Gdzie będziemy mieszkać? Czy chcemy wziąć kredyt? Czy będziemy wynajmować mieszkanie, a może zamieszkamy z rodzicami? To trudna decyzja, która uzależniona jest przede wszystkim od naszej kondycji finansowej. Nie trzeba podejmować decyzji przed ślubem, ale warto mieć wspólną wizję, gdzie chcemy mieszkać za 5 czy 10 lat.

Co wynieśliśmy z rodzinnych domów? Doświadczenia, które wynosimy z domu rodzinnego mają na nas wpływ, są naszymi wzorami. Warto zastanowić się, których chcemy uniknąć, a które uznajemy za pozytywne. Jakie relacje w związku mieli i mają nasi rodzice? Czego się od nich nauczyliśmy? Jak ze sobą rozmawiali? Czy okazywali sobie uczucia? Jak wyglądały ich relacje z rodzicami i teściami? Czego mogą oczekiwać od nas jako zięcia/synowej? Czy posiadacie rodzeństwo i jakie relacje Was łączą? Jak wyglądały relacje w Waszych rodzinach pochodzenia? Jak rodzice troszczyli się o Was? Jakie zasady obowiązywały w Waszych domach? Czy mieliście rodzinne zwyczaje i tradycje?

Kontakty z rodzicami i teściami. Nasz stosunek do rodziców i teściów. Ingerencja rodziny w nasz związek i wychowanie dzieci. Opieka nad starszymi rodzicami. Potrzeba wizyt i zasady odwiedzin. Wspólne spędzanie świąt.

Finanse. Zarządzanie pieniędzmi. Oczekiwania finansowe. Konto wspólne czy oddzielne? Intercyza. Zobowiązania finansowe. Oszczędzanie.

Konflikty i problemy. Jak je rozwiązujemy i jaka jest nasza zdolność do kompromisów?

Autorem powyższego zdjęcia z naszej sesji narzeczeńskiej jest Paulina Szopińska.

To tylko przykładowa lista tematów, można ją dowolnie rozszerzać w zależności od potrzeb. Zdaję sobie sprawę, że część z nich to tematy, o których niełatwo się rozmawia, ale naprawdę warto się przełamać i spróbować wpleść je w inne rozmowy. Zachęcam do takich rozmów, bo pozwalają lepiej poznać się wzajemnie i dojść do kompromisów, które mogą ułatwić wspólne życie.

Z biegiem lat każdy z nas ma prawo zmienić zdanie. Dojrzewamy, dorastamy, zmienia się nasze życie i postrzeganie świata. Trzeba zdawać sobie sprawę, że to co ustaliliśmy przed ślubem ma być dla nas wskazówką, ale nie sztywnymi zasadami, których nie możemy wspólnie zmienić. Dlatego ważne jest żeby po ślubie nie zacząć żyć tylko obok siebie, żeby nadal rozmawiać i ważne decyzje podejmować wspólnie. Może warto po kilku latach wrócić do pytań z okresu narzeczeństwa i zweryfikować czy udało nam się wprowadzić w życie to co planowaliśmy, czy może w rzeczywistości żyjemy zupełnie inaczej? My mamy taki plan. Nawet jeśli okaże się, że z czasem wszystko się zmieniło, to też nic złego. Ważne żebyśmy oboje odczuwali satysfakcję z takiego życia.

Dajcie znać, czy podobnie jak ja uważacie, że warto omówić te tematy przed ślubem? A może wolicie "iść na żywioł" i zobaczyć co przyniesie życie?

8/09/2017

Project Life

Project Life
dokumentowanie wspomnień

W czasach gdy często uważa się, że albumy i wywoływanie zdjęć to relikt minionej epoki, coraz więcej osób zaczyna doceniać łapanie codziennych chwil na zdjęciach i dokumentowanie wspomnień.

Czym jest Project Life?

Project Life to sposób na dokumentowanie wspomnień. Jest to jedna z najbardziej kreatywnych wersji tworzenia albumów ze zdjęciami, przeplatanymi grafikami i zapiskami. Powstał w USA. Becky Higgins stworzyła system, który miał być łatwiejszą i szybszą wersją klasycznego scrapbookingu. Żeby zacząć tworzyć Project Life potrzebujemy podstawowych elementów: albumu, specjalnych kart, koszulek i wywołanych zdjęć. W zasadzie nie potrzebujemy nic więcej, ale ciężko powstrzymać się żeby nie zaszaleć i nie przepaść w świecie dodatków. Oprócz tego do przygotowania albumu potrzebujemy kilku narzędzi biurowych: nożyczek, dwustronnej taśmy klejącej lub kleju, ołówka i koniecznie cienkopisu, ponieważ notatki i zapisane nim historie będą wyglądały ładniej, niż te zanotowane klasycznym długopisem. Może przydać się również gilotyna do papieru lub specjalna mata do cięcia, ale na początku można obyć się bez tego.


Dlaczego zaczęłam?

Zawsze starałam się wywoływać zdjęcia, ale leżały gdzieś w kartonie lub z standardowym albumie. W ostatnim czasie totalnie oczarował mnie Project Life, który staje się w Polsce coraz bardziej popularny. Marzyłam o pięknych wspomnieniach, do których na starość, z wnukami na kolanach, będziemy wracać jak do skrzyni pełnej skarbów. Jako dziecko zawsze lubiłam oglądać zdjęcia ze starych albumów, ale nie zawsze obok był ktoś kto mógł dopowiedzieć historię ze zdjęcia. W Project Life nie podpisujemy zdjęć jak w tradycyjnym albumie, a tworzymy krótkie opisy. Zachowane w ten sposób wspomnienia zostaną żywe na zawsze.

W styczniu postanowiłam zacząć prowadzić album Project Life i mimo, że daleko mu jeszcze do albumów, które mnie inspirują i do rozkładówek, które można znaleźć na Pinterest, jestem zadowolona z tego sposobu zbierania wspomnień. Mam nadzieję jeszcze wiele się nauczyć i jestem dumna z tego co udało mi się stworzyć. To album, w którym przeplatają się słowa i fotografie tworząc historię naszej codzienności.




Rok naszego ślubu uznałam za doskonały żeby zacząć. Dzięki temu będziemy mieli wspaniałą pamiątkę z okresu ślubnych przygotowań i pierwszych małżeńskich miesięcy. Uważam, że warto zapamiętywać maleńkie kawałki codzienności, takie jak herbata wypita z ulubionego kubka, pierwsze wiosenne ognisko, czy wspólna wycieczka po okolicy. Są one tak samo ważne jak wspomnienia z uroczystych chwil, rodzinnych wydarzeń, np. takich jakim jest ślub.

Dzięki kolekcjonowaniu pamiątek, przygotowywaniu zdjęć do albumu uczę się celebrowania codzienności, tego co tu i teraz, zauważania większej ilości pozytywów w życiu. Wydaje mi się, że dzięki temu zaczyna nam się żyć po prostu ciekawiej i lepiej, ponieważ szukamy okazji do tego żeby cieszyć się drobiazgami i czujemy, że to w naszych rękach leży to jak wykreujemy nasze życie. Podczas tworzenia Project Life nakładam różowe okulary i poddaję się magii pozytywnego myślenia, daje mi to mocnego kopa pozytywnej energii, który trzyma mnie przez dłuższy czas. Kiedy mam gorszy dzień, zaglądam do albumu i od razu poprawia mi się nastrój, chce mi się chcieć i starać się coraz bardziej, żeby przybywało nam dobrych wspomnień. Wiem też, że te wspomnienia z czasem nabiorą magicznej mocy i będą jeszcze bardziej fascynujące.


Czy Project Life jest dla Ciebie?

Uważam, że bez względu na umiejętności, talent i to jak bardzo jesteście kreatywni oraz ile macie czasu, przy odrobinie samozaparcia i systematyczności możecie stworzyć piękne albumy przepełnione wspomnieniami i zdjęciami. Project Life jest na tyle prosty, że każdy sobie z nim poradzi. Wsunięcie zdjęć w koszulki, dołożenie specjalnych kart i wzbogacenie ich o osobiste notatki jest naprawdę przyjemne, łatwe i nie zajmuje wiele czasu. W Project Life nie ma narzuconej częstotliwości wpisów, to jak często będziecie to robić, zależy tylko od tego ile macie czasu, jak dużo zdjęć robicie i od tego jaki system będzie sprawiał Wam przyjemność. Pamiętajcie, że ma być to dla Was coś miłego, sposób na relaks, hobby, a nie przykry obowiązek, który porzucicie tylko dlatego, że życie spłatało Wam figla i zrobiliście zaległości w albumie. Je również można nadrobić, nikt nie będzie weryfikować czy zdjęcia z czerwca włożyliście do albumu od razu czy może dopiero w październiku. Nawet jeśli w albumie powstanie dziura i przeskoczycie trochę w czasie, świat też się nie zawali. Ja zdecydowałam się na pracę nad albumem raz w miesiącu i w tej chwili jest to dla mnie najlepsza częstotliwość.

Mój album

Zdecydowałam się na średni album w rozmiarze 6 x 8 cali (około 15 x 20 cm). Wybrałam kilka wariantów koszulek, z różnym rozmieszczeniem kieszonek. Przy wybieraniu koszulek ważne jest, żeby zwrócić uwagę na to, że w takim formacie trzeba będzie wywoływać zdjęcia. U mnie jest to zwykle 10 x 15 cm lub połowa tego rozmiaru. Chociaż ostatnio odkryłam ciekawy sposób na drukowanie zdjęć w kolażu i wykorzystywanie ich pojedynczo, dlatego dokupiłam koszulki z kieszonkami 5 x 5 cm.

Karty z grafikami, których używam do tworzenia stron w moim albumie kupuję z sklepach internetowych (głównie Family Portraits), a także wykorzystuję darmowe freebies od zdolnych autorów, np. Worqshop, Bekografia czy Little Happines. Inne dodatki i akcesoria kupuję w sklepach papierniczych i sklepach z różnościami, np. Tiger, czy Kik.











Dla mnie Project Life to cudowna zabawa, a przy okazji motywator do częstszego wywoływania zdjęć, tworzenia pamiątek i możliwość rozwijania kreatywności. Przy dokumentowaniu wspomnień dobrze mi się myśli i zawsze później mam sto pomysłów na nowe rzeczy :) Przy tworzeniu towarzyszy mi ogromna radocha, szczególnie jak wyobrażę sobie, że wracam do tych wspomnień za kilkadziesiąt lat.

Pamiętacie, kiedy ostatni raz zdarzyło Wam się wywołać zdjęcia? A może spotkaliście się już wcześniej z Project Life? Jeśli tak, chętnie poczytam o Waszych wrażeniach i ukradkiem zajrzę do albumów. A jeśli nie, to może udało mi się Was zachęcić do spróbowania?


8/07/2017

5 języków miłości i weekend dla narzeczonych

5 języków miłości i weekend dla narzeczonych
Marta Naturalna, ślub martanaturalna, obrączka, weekend dla narzeczonych

Przed ślubem, jak każda para narzeczonych, która bierze ślub kościelny, musieliśmy odbyć nauki przedmałżeńskie. Oczywiście nie byliśmy zbytnio zadowoleni z tego faktu. Wiele złego słyszy się o tego typu spotkaniach, a oprócz tego zajmuje to tak dużo czasu, a jego zawsze jest za mało, doba niestety nie daje się rozciągnąć. Znalazłam jednak coś co nas zainteresowało i jak się później okazało, było strzałem w dziesiątkę. Teraz każdej parze poleciłabym takie spotkanie, nawet jeśli posiadacie zaświadczenia ze szkoły średniej i nie musicie odbywać nauk przed ślubem.

Mowa o Weekendach dla narzeczonych z lekcją tańca organizowanych przez diecezjalny zespół „Dobry Początek” w różnych miastach Diecezji Pelplińskiej. Weekendy dla narzeczonych to autorski program przygotowania do sakramentu małżeństwa. Przygotowuje do małżeństwa metodą dialogową. Kurs prowadzą małżeństwa i księża, którzy dzielą się swoim doświadczeniem wiary i dialogu. Dodatkową atrakcją i ciekawym elementem weekendu jest lekcja tańca. Nauki trwają od piątku wieczorem do niedzielnego popołudnia. Są warsztatami, które przygotowują do wspólnego życia, a przy okazji dają czas do rozmów we dwoje, bez dzwoniących telefonów, Internetu i innych rozpraszaczy.

Nauki są prowadzone w interesujący sposób. Każde zagadnienie z programu jest omówione przez księży i małżeństwa, którzy nie tylko mówią o teorii, ale również odwołują się do przykładów ze swojego życia, nie pouczają. Następnie narzeczeni mają czas na to, żeby w parach omówić dany temat. W tym kryje się wartość tego rodzaju kursu. Nikt nie zmusza narzeczonych do tego żeby wypowiadali się na głos i mówili o swoim życiu. Jest to czas na poruszenie różnych tematów tylko we dwójkę, spoglądając na nie w kontekście wiary. Pary mają czas żeby powiedzieć sobie o wzajemnych odczuciach i przemyśleniach.

Prowadzący nie dają nam recepty na to jak być szczęśliwym małżeństwem, unikać kryzysów i zgodnie wychowywać dzieci, ale na pewno uświadamiają jak pomocne jest rozmawianie o ważnych tematach jeszcze w trakcie trwania narzeczeństwa. Zwracają uwagę, że warto omówić fundamentalne sprawy, ponieważ to ułatwia wspólne przechodzenie przez życie. W trakcie nauk uczymy się mówić również o swoich zaletach i przywarach. Nie wszystkie pary mogą poszczycić się takim stażem jak my i czasami nie znają wzajemnie wszystkich swoich cech i poglądów. W trakcie nauk uświadomimy sobie, że większość kryzysów małżeńskich bierze się z wzajemnego niezrozumienia i braku rozmów o ważnych sprawach. Dzięki nietypowej formie kursu mamy szansę przedyskutować tematy, na które w codziennym pędzie może nie znaleźlibyśmy czasu. Dzięki temu będą mogli zacząć swoje małżeńskie życie lepiej. Podczas kursu ustalamy wspólną hierarchię wartości, rozmawiamy na temat wiary w naszym wspólnym małżeńskim życiu, na tematy dzieci, swoich rodziców, a także pracy. Uczymy się dziękować i przepraszać. Bardzo ciekawym tematem, który jest poruszany w trakcie kursu są sposoby wyrażania miłości. Omówienie tego zagadnienia jest oparte na książce Garego Chapmana, pastora, psychologa i terapeuty małżeńskiego, „5 języków miłości”, która uświadamia, że mąż i żona rzadko posługują się tym samym językiem miłości. Wieloletnia praktyka autora pozwoliła mu wyróżnić 5 języków miłości, którymi posługują się ludzie. Najlepiej jest kiedy potrafimy odczytać i używać każdego z nich, wtedy jesteśmy w stanie zrozumieć naszą drugą połówkę i okazywać jej miłość w sposób, którego on/ona oczekuje. Być może pomoże nam to za 50 lat spacerować wciąż trzymając się za ręce.

Marta Naturalna, 5 języków miłości,
Autorem powyższego zdjęcia z naszej sesji narzeczeńskiej jest Paulina Szopińska.


5 języków miłości:

Słowa – osoba posługująca się tym językiem ma potrzebę usłyszenia od kochanej osoby miłych słów, komplementów, wyznań miłosnych. Czuje się kochana, gdy słyszy słowa pochwały, wsparcia, docenienia.

Dobry czas – dla osoby używającej tego języka najważniejszy jest wspólnie spędzony czas, wspólne wyjścia i aktywności. Taka osoba potrzebuje spędzać z ukochanym jak najwięcej wspólnych chwil, nawet domowe obowiązki wykonywanie we dwójkę potrafią uszczęśliwić osobę, która mówi językiem dobrego czasu.

Podarunki i niespodzianki – jeśli Twoja druga połówka mówi tym językiem to, sama chętnie będzie obdarowywała Cię prezentami, będzie zwracała uwagę na to, żeby niespodzianki były przemyślane, a prezenty dopasowane. Ty uszczęśliwisz ją liścikiem z wyrazami miłości, ulubionymi słodyczami kupionymi specjalnie dla niej, a także większymi prezentami. Nie koniecznie trzeba patrzeć na to w kategorii materializmu, ponieważ dużo radości mogą przynieść również niespodzianki wykonane własnoręcznie, bez większej wartości, ale będące namacalnym dowodem miłości.

Drobne przysługi – dla osoby, która posługuje się językiem drobnych przysług ważna jest pomoc w obowiązkach, przygotowanie kolacji, zrobienie zakupów, itp. Posługując się tym językiem odczuwasz, że jesteś kochany, gdy parter robi dla Ciebie lub za Ciebie coś, na co nie masz czasu lub nie lubisz tego robić.

Dotyk – osoba, której dominującym językiem miłości jest dotyk odczuwa ogromną potrzebę przytulania, trzymania się za ręce, pocałunków. Oczywiście dla takiej osoby niesamowicie ważny może być seks, ale języki miłości odnoszą się nie tylko do par, ale także do całych rodzin, więc nie jest to najważniejsza cecha tego języka.

Języki miłości jak wspomniałam wyżej odnoszą się do rodzin. Swój język miłości kształtujemy od dzieciństwa, często już jako dzieci mamy różne potrzeby. Niektórzy preferują wspólną zabawę, inni zawsze obdarowywali bliskich znalezionymi podczas zabawy drobiazgami, a jeszcze inni już jako dzieci potrzebowali motywujących słów ze strony rodziców.

Uważam, że dobrze jest posługiwać się każdym z 5 języków miłości, ale warto też zastanowić się jaki z nich jest  na samej górze listy dla nas i dla naszego partnera. W Internecie można znaleźć różnego rodzaju testy, które pomogą nam zdefiniować naszą hierarchię języków miłości. Dla mnie najważniejszy jest dobry czas i drobne przysługi, a dla mojego męża: dotyk i słowa. Staramy się wykorzystywać sposoby, których druga osoba w danym momencie potrzebuje. Nie znaczy to, że inne wyrazy miłości nie sprawiają nam przyjemności. Na przykład taka miła niespodzianka od męża sprawiła, że przez cały dzień miałam uśmiech od ucha do ucha, mimo tego, że podarunki i niespodzianki nie są dla mnie najważniejsze.

Marta Naturalna, ślub, nauki przedmałżeńskie

Wracając jeszcze do samego kursu przedmałżeńskiego, ciekawym przerywnikiem pomiędzy poruszanymi tematami była lekcja tańca prowadzona przez profesjonalnego instruktora. Podczas tej krótkiej lekcji nie obyło się bez śmiechu i dobrej zabawy. Oprócz podstawowych kroków kilku tańców towarzyskich, nauczyliśmy się ciekawego tańca grupowego, belgijki, który bardzo dobrze mógłby sprawdzić się jako taniec integracyjny na początku wesela.

Szczerze polecam tego typu kurs przedmałżeński, katechezę będącą raczej świadectwem niż wykładem. W trakcie jego trwania można otworzyć się przed sobą, nauczyć się rozmawiać o problemach. Na kurs jechaliśmy z mieszanymi uczuciami, teraz wiemy, że nie był to stracony czas. Utwierdziliśmy się, że podjęliśmy dobrą decyzję, że jesteśmy zgrani, że mamy podobne wartości. Mojemu, wtedy jeszcze narzeczonemu, udało się mnie kilkukrotnie pozytywnie zaskoczyć w rozmowach. Część bloków tematycznych była nam już dobrze znana, rozmawialiśmy na te tematy wcześniej, inne natomiast dały możliwość przemyśleń i spowodowały, że mogliśmy inaczej spojrzeć na swoje potrzeby. Uważam, że był to najlepszy kurs przedmałżeński na jaki mogliśmy trafić. Czas płynął ciekawie, w miłej atmosferze, a po powrocie do domu dalej rozmawialiśmy na tematy, które nas szczególnie zainteresowały.

Podczas nauk usłyszeliśmy też słowa, które kiedyś ktoś mi powiedział, a ich sens to: nigdy nie rozstawajcie się i nie kładźcie się spać pokłóceni, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro. Od lat stosujemy się do tej rady, ale dopiero w trakcie weekendu dla narzeczonych dowiedzieliśmy się, że to była to parafraza cytatu z Listu do Efezjan.

„Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (Ef, 4, 26)

Marta Naturalna, 5 języków miłości


Dajcie znać czy spotkaliście się z takim sposobem na nauki przedmałżeńskie?
Co sądzicie o 5 językach miłości? Którym z nich najczęściej się posługujecie? 

8/02/2017

Dlaczego warto czytać?

Dlaczego warto czytać?
Marta Naturalna, moim zdaniem, warto czytać

Raporty o polskim czytelnictwie są, w mojej opinii, przerażające. Dlaczego z roku na rok czytamy coraz mniej? Z ankiety Biblioteki Narodowej wynika, że tylko 37% Polaków przeczytało w ubiegłym roku jedną książkę, a 10% siedem i więcej książek. 53% Polaków nie przeczytało w 2016 ani jednej książki!

W dzisiejszych czasach mamy naprawdę duży wybór jeżeli chodzi o dostępność literatury. Istnieje wiele księgarni, bibliotek, a jeżeli nie chce nam się wychodzić z domu możemy skorzystać z księgarni internetowych i ebooków.

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka powodów, dla których moim zdaniem warto sięgnąć po książkę.

Socjalizacja czytelnicza, czyli kształtowanie postaw wobec czytania książek. Na przykład, ktoś z naszych domowników czyta książki, robi to dla siebie i nie stara się nas do tego namówić, ale jego postawa sprawia, że czytelnictwo staje się dla nas czymś naturalnym i również uczymy się czerpać satysfakcję z czytania. Dzieci obserwują dorosłych, jeżeli rodzice czytają dla przyjemności, również dzieci w przyszłości chętniej będą sięgały po książki. 

W moim czytelniczym życiu dużą rolę odegrały czytane w dzieciństwie przez rodziców i starsze rodzeństwo książki, posiadanie w domu sporego księgozbioru, chodzenie z Tatą do biblioteki i buszowanie w kąciku z książkami dla dzieci. Możliwość uczestnictwa w kółku bibliotecznym, które prowadzone w ciekawy i dostosowany do wieku uczestników sposób, pozwoliło poznać pracę bibliotekarza i rozwinąć umiejętność wymieniania się opiniami na temat przeczytanych książek.

Marta Naturalna, moim zdaniem, warto czytać


Rozwój wyobraźni – kiedy czytamy opisy postaci, pomieszczeń, natury, w naszych głowach tworzą się wyobrażenia tych wszystkich rzeczy. Bez wyobraźni ciężko byłoby nam w życiu, bez niej nie umielibyśmy przewidywać konsekwencji naszych działań, jest przydatna każdego dnia. Poza tym wyobraźnia, moim zdaniem, jest podstawą kreatywności. Dzięki niej potrafimy marzyć, bo czym byłyby marzenia bez umiejętności wizualizacji celów?

Umysł na siłowni – znacie powiedzenie, że organ nie używany zanika? Podczas czytania ćwiczymy nasz mózg jak mięśnie na siłowni. Nauka czytania to technicznie trudna sztuka, w dzieciństwie, gdy uczyliśmy się czytać wiązała się ze żmudnymi ćwiczeniami i składaniem sylab. W dorosłym życiu już tego tak nie odczuwamy, ponieważ ludzki mózg jest bardzo elastyczny. Jego elastyczność polega na tym, że częściej używane struktury są ćwiczone i tworzy się w nich więcej połączeń nerwowych, istniejące – wzmacniają się za każdym razem, kiedy się je aktywuje, a te, których nie używamy – zanikają. Kiedy czytamy – ćwiczymy mózg, jesteśmy coraz lepsi w czytaniu, ale nie tylko, mamy też lepszą pamięć i koncentrację. Ludzie, którzy regularnie czytają są mniej narażeni na rozwój demencji czy choroby Alzheimera.

Marta Naturalna, moim zdaniem, warto czytać


Rozwój społeczny – dzięki poszerzaniu wiedzy osoby czytające książki chętniej zabierają głos w rozmowach na różne tematy. Mają większy zasób słownictwa, mogą czuć się pewniej w dyskusji, być bardziej otwarci. Czytelnictwo zwiększa też empatię poprzez wczuwanie się w sytuację postaci, pomaga nam w nazywaniu i rozumieniu emocji. Lektura może też przedstawiać wzorce osobowe czy sposoby na rozwiązywanie trudności w życiu. Trzeba jednak pamiętać, że książki jedynie rozwijają predyspozycje, a realne umiejętności zdobędziemy jedynie w kontakcie z drugim człowiekiem.

Spokój i przyjemność – czytanie w dużym stopniu pomaga radzić sobie ze stresem. Kiedy zatapiamy się w lekturze często zapominamy o sprawach codziennych, odrywamy się od stresującej rzeczywistości i wyciszamy. To bardzo ważne, skuteczne działanie przeciw stresowi jest korzystne dla naszego zdrowia i poprawia nasze samopoczucie. Ja osobiście uwielbiam relaks z książką i kubkiem gorącej herbaty. Czytanie pozwala mi uspokoić się wewnętrznie i odpocząć.

Inspiracja – książki inspirują do działania, pobudzają kreatywność. Podczas czytania ciągle myślimy, przez co stajemy się bardziej produktywni i możemy lepiej funkcjonować. Czytanie pozwala rozwijać m.in. takie umiejętności jak: wnioskowanie, planowanie i wcześniej wspomnianą koncentrację. Można spotkać się z opiniami pisarzy, że aby pisać książki, trzeba najpierw dużo czytać. Jak powiedział Pablo Picasso „Inspiracja istnieje, ale musi zastać Cię przy pracy”.

Lista powodów, dla których warto czytać może być bardzo długa. Dla mnie na czele znajduje się przyjemność. Uważam jednak, że dobrze mieć świadomość, jak wiele pozytywów dla naszej osobowości, intelektu, życia społecznego, a nawet zdrowia niesie za sobą ta mała przyjemność.

Marta Naturalna, moim zdaniem, warto czytać

Czytajmy więc! Każdy to co lubi, mózg działa lepiej niezależnie od tego po jaką literaturę sięgamy.


Jeśli znacie jeszcze inne korzyści, o których nie napisałam lub jeśli chcecie powiedzieć czym dla Was jest czytelnictwo, do czego Was zainspirowało – dajcie znać w komentarzach.  


7/31/2017

Niebagatelny wieczór panieński

Niebagatelny wieczór panieński

W swoim życiu byłam na kilku wieczorach panieńskich, ale tylko mój trafił w mój gust w 100%. Wszystko to zasługa moich sióstr, które znają mnie najlepiej. Całą organizacją zajęły się moje druhny – siostry. Od początku mogłam być spokojna o ten dzień, bo mało jest osób, które znają mnie lepiej. Mój stosunek do tego wieczoru był taki, że jeśli będzie – to miło, jeśli nie – świat się nie skończy.

Wieczór był dla mnie niespodzianką, wiedziałam tylko jaki dzień mam zarezerwować. Dzień wcześniej otrzymałam oficjalne zaproszenie na swój wieczór panieński. Moja siostra wie jak wielką wagę przykładam do takich szczegółów :)

Mój wieczór panieński odbywał się w Sopocie i chociaż to miasto może kojarzyć się bardzo imprezowo, to nie w moim stylu są striptizer i impreza do rana w głośnym klubie. Jak już wspominałam druhny znają mnie bardzo dobrze, więc nie martwiłam się, że tak będzie wyglądać moje pożegnanie panieństwa. Ale nie spodziewałam się tak ciekawego i niebagatelnego pomysłu na spędzenie tego dnia. Dziewczyny wpadły na pomysł, że zaczniemy nietradycyjnie – od wizyty w teatrze. Miałyśmy przyjemność zobaczyć lekką komedię pt. „Seans” wystawianą na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże. Wieczór z duchami, na który zaprosiły mnie dziewczyny był zabawny i intrygujący, zdarzyło mi się też podskoczyć na krześle ze strachu :)

Po spektaklu poszłyśmy na plażę, gdzie piknikowałyśmy do późnego wieczora. Świętowałyśmy w kameralnym gronie 3 siostry razy 2 (czyli ja, moje siostry i siostry cioteczne). Wieczór upłynął nam na rozmowach, śmiechu, jedzeniu, piciu i cudownej wspólnej zabawie. Dziewczyny przygotowały pyszne przekąski. Między innymi zajadałyśmy muffinki, na które przepis znajdziecie poniżej. Oprócz tego nie zbrakło naszych ukochanych żelków i wina :)


To był panieński na medal! Lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Pamiętajcie, że najlepsze wspomnienia tworzą ludzie wokół nas i wspólne przeżycia. Z chęcią powtórzyłabym ten dzień :)

Dajcie znać jak wyglądały Wasze wieczory panieńskie lub o jakich marzycie.

Czekoladowe muffinki z owocami (składniki na około 12 sztuk)
2 szklanki mąki
2 łyżki kakao
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 g brązowego cukru
60 g białego cukru
100 g gorzkiej, posiekanej czekolady
125 g masła, roztopionego i przestudzonego
pół szklanki maślanki/ jogurtu naturalnego (można dodać 2-3 łyżki więcej, ciasto jest dość gęste)
2 jajka
2 szklanki świeżych lub mrożonych malin/wiśni

W jednym naczyniu wymieszać składniki suche: przesianą mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i cukier.

W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre: roztrzepane jajka, maślankę lub jogurt, masło.

Składniki obu naczyń rozmieszać do połączenia się składników (otrzymane ciasto będzie dość gęste). Dodać owoce i wymieszać.

Formę do muffinów wyłożyć papilotkami, nałożyć do nich ciasta do 3/4 wysokości papilotek. Piec przez około 20 – 25 minut w temperaturze 180ºC (do suchego patyczka).


Jeśli wypróbujecie ten przepis to życzę smacznego :)


Autorem zdjęć użytych w kolażu (oprócz zdjęcia zaproszenia) jest: Ela Zeman
Copyright © 2016 Marta Naturalna , Blogger